Polski turysta na wakacjach

Typy gości hotelowych. Polski turysta na urlopie – subiektywna obserwacja

Moja dłuższa nieobecność nie jest spowodowana tym, że praca w hotelu mnie wykończyła.. Co to, to nie! Jakiś czas temu postanowiłam w super cenie zakupić bilety lotnicze do pięknego europejskiego kraju i czas upłynął tak szybko, że nagle wylądowałam na urlopie! Mając w perspektywie prawie dwutygodniową nieobecność w ukochanej pracy nie mogłam się z nią ostatnio rozstać stąd niestety brak czasu na pisanie 🙁 Dosyć tych tłumaczeń! Dziś wracam z nowym hotelowym wpisem!

Urlopowy wpis to subiektywna opinia o naszych rodakach na urlopie. Tym razem nie z perspektywy recepcjonistki, ale również turystki i gościa hotelowego. Miejsce, w którym pracuje nie stwarza mi zbyt wielu sytuacji do obserwacji urlopowiczów. Na co dzień spotykam głównie gości biznesowych oraz weekendowych imprezowiczów. Będąc w podróży nie byłabym sobą, gdybym nie poczyniła pewnych obserwacji, głównie w hotelu, w którym się zatrzymałam, ale też w samolocie. Starałam się zaobserwować czy Polak na wakacjach to Janusz i Grażyna, którzy wynoszą wszystko z hotelu, nie dają napiwków, chodzą z reklamówką z biedry po ruinach średniowiecznych zamków w gustownych skarpetach i sandałach. Czy naprawdę jesteśmy narodem, któremu na urlopie puszczają wszystkie hamulce i 2000 km od domu oznacza wyłączenie jakiejkolwiek kontroli?

Cóż, po tygodniu spędzonym w bardzo turystycznej miejscowości moja odpowiedź to: tak i nie, ze wskazaniem na nie. Dodam tylko, że nie była to podróż z biura podróży to typowego kurortu all inclusive. Być może po wczasach z bransoletką oznaczającą darmowe drinki do godziny 23.00 miałabym zupełnie inne zdanie..

Zacznijmy od samolotu

Lot liniowy, nie czarterowy, około 80% pasażerów to Polacy. Pierwsze co da się zaobserwować to pęd! Do odprawy, do wejścia, po bagaż. Musimy być wszędzie pierwsi, najlepiej przepychając się łokciami nie zwracając uwagi na podeptane palce innych osób. Kolejka do odprawy bagażu to ciągłe wzdychanie jak to długo trwa, że on i ona mają tylko 15 kilo w tej walizce, a czekają jakby kontener odprawiali, że już by do wolnocłowego poszli po perfumy jakieś i % na drogę. Podsumowując: brak cierpliwości! Kolejna sprawa to zachowanie w samolocie. Jesteśmy głośni, nie przejmujemy się tym, że starszy pan obok nas nie chce słuchać disco polo dudniącego ze słabych słuchawek oraz czuć wątpliwej świeżości zapachu naszych stóp wyjętych z nowych “najek”. W dodatku te przekleństwa! Na wszystko i co drugie słowo. Czy nie można chociaż raz na dwa zdania? Bo o tym, że przestaniemy przeklinać w miejscach publicznych nie ma co marzyć.

Czas na hotel

Tu jest moim zdaniem zdecydowanie lepiej. Nie zauważyłam przychodzenia na śniadania w szlafroku, nakładania sobie tony jedzenia na talerz ani wychodzenia w zapakowanym w serwetki prowiantem na cały dzień. Jedno co mam do zarzucenia to ton głosu i jakość rozmów w miejscach ogólnodostępnych czyli restauracji, lobby czy windach. Wydaje nam się chyba, że jesteśmy jedynymi Polakami w danym miejscu i możemy komentować wszystko i wszystkich. “O ta jaka dupeczka”, “a tamten jakieś dziwne żarcie ma na talerzu”, “k*** mogłoby już przestać padać”. Warto zdać sobie sprawę z tego, że rodaków spotkamy wszędzie i pohamować niektóre komentarze.

Podsumowując: nie jest źle!

Myślę, że memy o najpopularniejszej parze Polaków na wakacjach są już nieco nieaktualne. Jeżeli to właśnie dzięki nim zachowujemy się lepiej to bardzo dobrze, że kiedyś powstały i niech nadal nas śmieszą!

Jestem bardzo ciekawa, co Wy myślicie na ten temat i z jakimi sytuacjami spotykacie się podczas swoich podróży oraz pracy w miejscowościach turystycznych. Mam trochę racji, czy po prostu miałam szczęście podczas mojego wyjazdu? Zapraszam Was do dyskusji w komentarzach!

Pozdrawiam z przepięknego miasta po którym turyści poruszają się głównie żółtym tramwajem, a na ulicach można zjeść najlepsze pieczone kasztany.

Pola.

8 komentarzy do “Typy gości hotelowych. Polski turysta na urlopie – subiektywna obserwacja

  1. Ja Polaków za granicą rozpoznam prawie zawsze. Na wakacjach rzadko spotykałam kulturalnych i całkiem normalnych rodaków, a jeśli już tak się zdarzyło, to były to pary między 20 a 30 rokiem życia podróżujące same lub z dziećmi. Niestety, w zeszłym roku straciłam nadzieję na poprawę zachowania. Płynąc statkiem wycieczkowym rodacy dali taki popis dobrych manier i kultury, że wstyd mi było za nich. Chamskie podrywanie kelnerek, ostentacyjne narzekanie na muzykę, żłopanie % z ukrycia, puszczanie hitów lat 90. z telefonu, krzyki, przekleństwa, nietolerowanie osobistej przestrzeni innych to tylko czubek góry lodowej. Przechadzając się uliczkami małych miasteczek widziałam podobne sceny. Zawsze w stadzie, zawsze głośni, panowie i królowie podbitego lądu, szaleją ile mogą. Ostrzeżenia “nie wchodzić”, “nie robić zdjęć”, “nie dotykać” ich nie interesują, choćby napisane były po polsku ogromnymi literami. W hotelu szaleją spuszczeni z rodzicielskiej smyczy nastolatkowie, 17-20 lat. Chlanie na umór, głośna muzyka, stuki, hałasy, krzyki, piski, przekleństwa. Nic to, że 2 w nocy. Kilka razy recepcjonistka z DRUGIEGO BUDYNKU przychodziła ich uciszyć. W restauracji stos kanapek do chusteczki “na drogę” (lot 1,5godziny!). Stałe narzekanie: a to za mało ziemniaków w zupie, a tu zupa za rzadka, a to ryba nieświeża, a to niedobre, a to nie bedemy tego jeś, Grażyna, zostaw, ideme do porzondnej restauracji! Niestety. Tak zachowuje się pokolenie dzisiejszych 40-60latków oraz zazwyczaj ich dzieci. Spróbuj zwrócić uwagę. “Na URLOPIE jestem, zapłaciłem i mi się należy!”

    1. Dziękuję za ten komentarz! Tak jak wspomniałam w poście, nie była to zorganizowana wycieczka i pewnie dlatego nie zauważyłam takich zachowań. Albo po prostu miałam szczęście i złudne nadzieje, że jest lepiej.. Pola.

  2. k**wa – to magiczne słowo,po którym można Polaka poznać za granicą! Zwłaszcza jeśli przez dłuższy czas nie słyszało się ojczystego języka to kiedy to magiczne słowo wpadnie w ucho… ach! 😀

  3. Polacy na wakacjach niestety są koszmarem… Na pocieszenie mogę powiedzieć że chyba można spotkać turystę z każdego kraju do którego nazwa “hołota”, pasuje idealnie.
    Najbardziej mnie denerwuje i wstydzę się rodaków za chamstwo. Polacy nie potrafią się do innych uśmiechać, są wiecznie niezadowoleni i każdy jest ponad każdym. Każdy uważa się za lepszego od innych, recepcjonistka to siedzi tylko po to żeby im usługiwać, pokojowa to w ogóle podczłowiek na którego nie warto zwracać uwagę, kelner to idiota a barman ma wykonywać rozkazy. Chamstwo, chamstwo i jeszcze raz chamstwo. To oczywiście możemy zaobserwować codziennie, ale na wakacjach dużo bardziej rzuca się to w oczy bo ludzie z innych krajów są dużo bardziej uprzejmi.
    Najbardziej zdziwiony byłem pobytem w Egipcie, spodziewałem się koszmaru a było naprawdę fajnie. Widziałem tylko jedną pijaną w sztok rosjankę, ale nikomu nie przeszkadzała, po prostu napiła się i wracała z dużym trudem do pokoju.
    Natomiast w Grecji miałem ochotę wejść do morza i się utopić grupka Polaków po 50 zawsze wydzierająca się na pół hotelu. Wszyscy musieli słyszeć co jedli i jak dużo zapłacili. Wiecznie z pretensjami do rezydentów, wiecznie wpychanie się w kolejkę koszmar… Była też parka z dzieckiem, z pozoru sympatyczni ludzie, niestety zmieniłem zdanie słysząc rozmowę:
    -nie zamówiłeś lunchboxów
    -zapomniałem
    -to zadzwoń do rezydentki niech idzie i zamówi
    -nie wiem czy to zrobi
    -no chyba od tego jest! Powiedz jej że ma iść do recepcji i nam to zamówić!
    Myślałem że wyjdę z siebie… Ciężko było zadzwonić do tej dziewczyny, powiedzieć że się zapomniało, że mamy dużą prośbę, czy mogłaby w wolnej chwili to załatwić… Nie można w ten sposób, trzeba być chamem.
    Rozpisałem się… Podsumowując, Polacy mają ogromny problem z kulturą, ale turyści z innych krajów też nie są idealni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *